Bądź na bieżąco - RSS

Tango w przestrzeni piękna

   Od 7 września w Galerii w Starej Fabryce Marii Idzikowskiej w Zielonej Górze zobaczyć można obrazy, które z okazji otwarcia Zaułku Artystów zaprezentowałam razem z Renatą Domagalską na wernisażu muzyczno-plastycznym pt.: „Tango w przestrzeni piękna”.

  Oprócz obrazów miłośnicy argentyńskiego  zmysłowego tańca mieli okazję, aby przy lampce wina wysłuchać pięknych tang skomponowanych przez prof. Wojciecha Pasterniaka oraz obejrzeć pokaz tańca w wykonaniu mistrza tanga Krzysztofa Kocińskiego.

 

Zapraszam do obejrzenia krótkiego reportażu z wernisażu:


Tango w przestrzeni piękna – Galeria w Starej Fabryce w Zielonej Górze

Tagi: , , ,

Wernisaż na „Viva Flamenco” w Łodzi

 

   W lipcu moje obrazy zawisły w Klubie Nauczyciela w Łodzi, gdzie w ramach X Międzynarodowego Festiwalu Kultury Hiszpańskojęzycznej „Viva Flamenco” odbyła się wystawa prac o tematyce flamenco. Równocześnie odbył się też wernisaż wystawy tkaniny unikatowej pt. Tancerze Ewy Styszko.

   Ponieważ w tym samym czasie uczestniczyłam w plenerze na Mazurach, więc mogłam jedynie duchem i myślami być w Łodzi.  Gościom pozostało więc oglądanie samych prac, o co w gruncie rzeczy właściwie chodzi,  a ja dostałam bardzo miłe recenzje:

   „Brzozowska maluje kobietę w sposób bardzo ekspresyjny, uwidaczniając ruchy tańca flamenco. W jej obrazach dominuje dynamiczny gest oraz choreograficzne przedstawienie postaci. Oprócz odpowiedniej kolorystyki i ekspresji, tancerki  pozbawione są dodatkowych ozdób. Jest tylko suknia, ruch, gest i odpowiednia barwa – co jest charakterystyczne dla kultury flamenco. Taka ascetyczna forma malarstwa pozwala skupić się odbiorcy na przekazie ciała, ruchu i choreografii, którą za pośrednictwem obrazów autorka pokazuje odbiorcom.”

Tagi: , , ,

Gra miejska „Miasto Głuchych” – szkoła tańca

19.10.2011 | Brak Komentarzy | Kategoria: Inne, Malarstwo olejne, Taniec

    W listopadzie 2010 roku udostępniłam dwa wizerunki moich obrazów do dekoracji stoiska „Szkoła Tańca” wystawianego w Łódzkiej Manufakturze w ramach projektu „Miasto Głuchych”.
Gra Miasto Głuchych jest imprezą pozwalającą zrozumieć i zbliżyć się do świata niesłyszących, podczas której można odczuć, zobaczyć i usłyszeć w ciszy jak odbierają świat osoby głuche.
W kilkunastu boksach osobiście można sprawdzić czy sprosta się banalnym zadaniom podczas wizyty w sklepie, robieniu zakupów, pójściu do kina czy wysłaniu listu na poczcie.
Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałoby Wasze życie gdybyście nie słyszeli? Zobaczcie jak wyglądają próby tańca w ciszy.

Tagi: , , , ,

Długo odkrywany wernisaż

  Trzeba było dostawiać krzeseł, tylu widzów przyszło oglądać wystawę miejscowej malarki Renaty Brzozowskiej. Wernisaż bytomskiej artystki odbył się w czwartek 18 listopada. Na imprezę przyszło około 70 osób, nie tylko z Bytomia Odrzańskiego. Zachwyt i zaskoczenie, tak najkrócej i najtrafniej można opisać reakcje gości wchodzących do galerii „Pod regałem” mieszczącej się w bibliotece publicznej.

  Otwarta właśnie wystawa jest w dorobku R. Brzozowskiej pierwszą (od kilku lat mieszkającej w Bytomiu Odrzańskim) w tym mieście. – Mogę tylko przeprosić, że tak długo trwało odkrywanie tej artystki – mówiła z uśmiechem dyrektorka biblioteki Janina Czechanowska, witając malarkę. – Dlaczego zdecydowała się pani zamieszkać akurat u nas? – pytał burmistrz Jacek Sauter. – To jedyne takie miejsce w Polsce, które ma specyficzną aurę. Przyjechałam tu w ósmym miesiącu ciąży z pierwszym dzieckiem, stanęłam na wzgórzu i stwierdziłam, że będę tu mieszkać – odpowiedziała R. Brzozowska. A potem były pytania i opowieści o malowaniu, przeplatane występami tancerek ze szkoły tańca „Rytm”.

Tańczy, maluje i dużo się śmieje

  – Idę na żywioł i biorę to, co jest. Życie tak zaskakuje, że lepiej popłynąć na tej fali, niż planować… – mówi bytomska malarka Renata Brzozowska.

 Niewielu mieszkańców Bytomia Odrzańskiego wie, że w jednym z domków, w pracowni na piętrze dniami i nocami swoje obrazy maluje Renata Brzozowska. – Ci najbliżsi sąsiedzi to może wiedzą, ale ci dalsi to już pewnie nie. Zresztą, zbyt wiele okazji do poznania się to nie ma, bo   albo siedzę w pracowni, albo jeżdżę z obrazami po świecie – śmieje się R. Brzozowska. Wkrótce taka okazja będzie. 19 listopada w bytomskiej bibliotece odbędzie się wernisaż jej wystawy.

Zakotwiczyli w Bytomiu

Pani Renata urodziła się w Bogdańcu koło Gorzowa, potem mieszkała w Kwiatkowicach, a później w Gorzowie. Ale że marzyła o tym, by  „zbiec” z tego miasta i z domu rodzinnego, zdała do liceum plastycznego w Poznaniu. Potem za mężczyzną pojechała do Bydgoszczy, skąd obydwoje przeprowadzili się do jego rodzinnej Nowej Soli, a w końcu, w 2006 r. przenieśli się do Bytomia Odrzańskiego. I tutaj już zakotwiczyli.
Jedna wystawa naszej malarki wkrótce odbędzie się w Warszawie, druga szykuje się w Kazimierzu Dolnym, niektóre z prac niedługo będziemy mogli podziwiać w Bytomiu. Kolejna wystawa, jeszcze w tym roku, będzie być może w Gdańsku. O kolejnym sezonie artystka jeszcze nie myśli. – Na razie koncentruję się tylko na tym roku, żeby dotrwać cało i zdrowo – tłumaczy z uśmiechem. – To jest takie męczące? Psychicznie? Fizycznie? – dopytuję. – Jedno i drugie. Mam taki charakter, że planuję za dużo i potem muszę siedzieć po nocach, żeby zdążyć ze wszystkim. A do tego są jeszcze zamówienia – odpowiada R. Brzozowska. Właśnie, obrazy malowane na zamówienie, to one pozwalają utrzymać się z pasji.

Żywiołowa  tylko na obrazie

Drugą pasją pani Renaty, która zazdrośnie spogląda na malarstwo, jest taniec. Zresztą, widać to też po tym, że wiele obrazów ma taneczne motywy. – I w końcu przepraszam się z tańcem,  który odkładałam od lat na później i zabieram się za niego nie tylko na płótnie, ale i fizycznie. Jeżdżę na lekcje flamenco do Wrocławia – opowiada malarka. Przyznaje, że gdyby nie mogła zajmować się malarstwem, to w jakikolwiek inny sposób zajmowałaby się tańcem.
- Flamenco? To musi pani być niezwykle ekspresyjną osobą – zauważam. – Czy ja taka jestem? Teraz już mniej, dzieci mnie przytemperowały – śmieje się. – Mąż też mnie przytemperował i życie – śmieje się jeszcze bardziej. A już na serio, po chwili przyznaje, że faktycznie jest osobą wesołą i  emocjonującą się. – Ale bardziej tę żywiołowość uzewnętrzniam na płótnie, niż w życiu – zastrzega. Rzeczywiście, jej obrazy są tej żywiołowości, ruchu i ekspresji pełne.

Lepiej płynąć na fali

Jak sama artystka przyznaje, jej malarstwo bardziej opiera się na odczuciach i emocjach, niż na „myśleniu”. Dlatego do oglądania jej dzieł nie trzeba uruchamiać szarych komórek, by zastanawiać się, „co autor miał na myśli”. – Na obrazach są moje przeżycia wewnętrzne i właśnie to jest odbierane przez oglądających – zaznacza R. Brzozowska.
Z natchnieniem problemów też nie ma, to już znacznie gorzej jest z czasem, kiedy zawodową pasję trzeba połączyć z  prozą życia. Dlatego praca najlepiej idzie na plenerach, całe dni malowania, bez żadnego gotowania, sprzątania, czy pilnowania latorośli…
R. Brzozowska nie narzeka też na brak pomysłów, wręcz przeciwnie, ma ich za dużo. – Czasami żałuję, bo muszę je odkładać na później, tylko szkicuję zamysł, licząc, że do niego później wrócę. Ale wtedy zwykle nie czuję już tego, co czułam w pierwszym momencie. Chciałabym mieć ten komfort, że gdy tylko pomysł się pojawia, to „strzelam” go na płótno. – tłumaczy. – Jakieś plany zawodowe? Marzenia? – pytam. –  Konkretnych planów zawodowych nie mam – odpowiada. – Idę na żywioł i biorę to, co jest. Życie tak zaskakuje, że lepiej popłynąć na tej fali, niż planować…

Krzysztof Koziołek

Tygodnik Krąg

Tagi: , , , , , , ,